Z serii “Nie róbcie tego w domu”, czyli Zgred o swych latach cielęcych…
Wracając do zabaw związanych z bunkrami to mogę przytoczyć mądrą i pouczającą zabawę, którą można by nazwać “przejedź przez bunkier na rowerze”.
Przejechanie na rowerze schronu przy ul. Hibnera nie nastręczało większych trudnosci.
Nie to jednak było wyzwaniem głównym. Celem głównym było przejechanie bunkra z kopułą przy końcu ulic Górniczej i Pokoju, koło ogródków działkowych. Nadmienię, że w latach ‘70 bunkier ten stał otwarty, miał ruchomą żelazną kratę w drzwiach, nie był zasypany śmieciami, otoczony był tylko ziemnym wałem okopów w miejscu, gdzie obecnie stoją garaże (przy samym wejściu zasypanym stertą śmieci i gruzu).
Chodziło mianowicie o tzw. “wzięcie anszwongu” wjechanie na bunkier pod górkę – przejechanie PRZEZ kopułę i zjechanie po stronie przeciwnej, nie skręciwszy przy tym karku.
Próby przejechania bunkra kończyły się na ogół smutno (zwłaszcza dla zawodnika).
Najczęstszymi wynikami były:
a) entki zwane też Yntami (swoją drogą, pytanie do profesora Miodka-jak się pisze “yntka”?)
b) achtki
c) entki z achtkami
Pełnych sukcesów nie pamietam.
Mniej groźne były entki. Po wykonaniu zwykłej entki delikwent stawał dumnie do dalszych zmagań.
Wykonanie achtki skutecznie wykluczało zawodnika z gry.
Wykonanie jednocześni entki z achtką było zdecydowanie najbardziej widowiskową częścią zawodów.
Po takiej figurze delikwet z rykiem na ustach szedł do domu niosąc lub ciągnąc rower ozdobiony ciężko zdobytą “achtką”.
Wszystkie te wyczyny ze stoickim spokojem znosiła KOPUŁA.
Nie drgnęła i trwa na swoim miejscu po dziś dzień.
Oczywiście – o rowerach górskich, BMX-ach itp. nie było mowy, takich wynalazków ludzkość nie znała jeszcze. Nie było również w powszechnym zastosowaniu kasków rowerowych.
Do bunkrowych zawodów używane były zwykłe rowery marki Romet.









Jak na piwo to tylko z Sziną!
Noo!! Takiego sprzęcicha to nawet Zgred nie miał!:)